Tagged in: kurs

Na kursie

Od dwóch dni biorę udział w nudnym szkoleniu, które najchętniej bym przespał lub w ogóle opuścił. Niestety, jeśli chcę rozpocząć pracę w charakterze specjalisty sprzedażowego w firmie, nie dość, że muszę pięć dni przesiedzieć na szkoleniu, to jeszcze na koniec kursu muszę zdać jakiś egzamin potwierdzający moją wiedzę z omawianego zakresu. Tydzień siedzenia na niewygodnych krzesełkach i wysłuchiwania nudnych opowieści wykładowcy da się jeszcze jakoś przeżyć, ale egzamin? Po co mi egzamin? Przecież wiadomo, że wszystkiego i tak nauczę się w praktyce, podczas wypełniania obowiązków zawodowych, a nie na sucho przed rozpoczęciem pracy.

29Najbardziej irytuje mnie fakt, że jestem chyba jedynym uczestnikiem szkolenia, któremu przeszkadza egzamin końcowy. Oprócz mnie w kursie uczestniczy jeszcze pięć osób, z których każda odgrywa pilnego studenta i co chwila zadaje pytania wykładowcy. Gdy słyszę te ciągłe pytania, przymilny głos i podlizywanie się wykładowcy to mam ochotę wstać i wyjść. Gołym okiem widać, że facetowi prowadzącemu kurs bardzo odpowiada atencja ze strony kursantów i czuje się nią mile połechtany, specjalista ds. wsparcia sprzedaży Gorzów Wielkopolski. Chodzi dumny jak paw i z miną dobrego wujaszka odpowiada na wszystkie zadawane pytania. Chociaż ja do tej pory nie zadałem żadnego, nie oznacza to, że nie słucham o czym mówi prowadzący. Wszystkie informacje skrzętnie notuję sobie w głowie i staram się zapamiętać, żeby później wykorzystać je na wspomnianym egzaminie. Już nie mogę doczekać się jak to wszystko się skończy i będę mógł zabrać się za pracę.